wtorek, 19 kwietnia 2016
Kryzys
Kryzysy nie zdarzają się tylko osobom o na prawdę silnej woli, ale takich ludzi jest bardzo mało. Mi ostatnio zdarzają się bardzo często, ostatni czas to jeden wielki kryzys, dlatego mnie tutaj tak długo nie było. Jedni sobie podjedzą i jadą dalej z koksem, a ja mam czas, który trwa kilka dni albo dłużej i wciągam wszystko co popadnie. Kwestia czy wygrzebie się z tego czy nie. Walczę. Pewnie się zjawię dopiero jak posunę się dalej z dietą i będę miała co powiedzieć, pokazać jakiś nowy fajny posiłek. Teraz to bym pewnie wylewała swoją złość na samą siebie, na brak silnej woli, brak postępów w diecie. Teraz zabieram się za nowe podejście do diety, może to pomoże mi wejść z powrotem w te tryby, W dobre nawyki. Mam dietę od dietetyka, koleżanki co prawda, ale chodzi o wejście w ten rytm. Moją zmorą niestety są słodycze i to one mnie gubią. No nic, byle do przodu. W następnym poście pewnie już będę opisywać wyjście z kryzysu ale nie wiem kiedy będę go mogła napisać.
wtorek, 15 marca 2016
podsumowanie oczyszczania organizmu
Długo mnie nie było, ale to ze względu na brak czasu. Dobra, to zróbmy podsumowanie tych trzech dni oczyszczających, na zupie kapuścianej, warzywach i owocach. Podstawą diety kapuścianej, w moim przypadku oczyszczającej bo uważam, że na dłuższą metę to ona się nie za bardzo nadaje. Choćby ze względu na monotonność, niski bilans kaloryczny, zbyt szybkie tempo chudnięcia. Dobra, skład mojej zupy:
- kapusta
- seler naciowy
- cebula
- por
- pomidory
- marchewka
- kapusta kiszona
- pieprz
- woda
- do przegryzania, jabłko, gruszka, surowa marchewka i kapusta kiszona.
Niestety, nie można dodać soli a ja przyprawiam tylko solą i pieprzem z tego też względu moja zupa była obrzydliwa. Jeśli ktoś potrafi przyprawić sobie tak żeby smakowało nie używając soli to genialnie. Mojej współtowarzyszce wyszło podobnie w smaku do bigosu, ale dodała czosnek, bazylię oregano i coś tam jeszcze. Ja niestety nie miałam szczęścia zrobić smacznej zupy :P
Teraz podsumowanie :) Mimo, że zupa była wstrętna, grzecznie jadłam. Pierwszego dnia źle się czułam, bolała mnie głowa, pierwszy kryzys dopadł mnie około 16tej. Już miałam chleb w ręce, już miałam smarować, ale jak sobie pomyślałam, że musiałabym zacząć od nowa i dzień dłużej z tą zupą to od razu mi przeszła ochota na kanapkę, wytrzymałam. Pierwszy dzień jakoś zleciał. Jak zobaczyłam rano na wadzę, ubytku 00, a kumpela -300 gram, to znowu chwila załamania, ale jakoś szło, dzień był bardzo hmm zalatany :P to jakoś zleciał, następnego dnia moja wytrwałość została nagrodzona :) -900 gram, moja współtowarzyszka, łącznie - 1kg. Dzień trzeci i ostatni. Od rana myślałam żeby szybko się skończył, No i doskonale trwałam do wieczorka, ale potem kawka u mamy, tak dobrze czytacie, kawka, a miało jej nie być, żeby było więcej grozy dodam, że było ciastko francuskie. Jakie miałam wyrzuty sumienia, że założyłam sobie cel a nie wytrzymałam głupich trzech dni oczyszczania, ale mimo to, podsumowaniem trzeciego dnia było -500 gram, u koleżanki 00, łącznie ubyło mi 1400 gram. Gro z tego to pewnie woda. Następnie dwa takie lżejsze dni i powrót do zdrowego odżywiania i 4 posiłków dziennie. Jako wielką zaletę tych trzech dni kapuścianych mogę zaliczyć to, że nie ciągnie mnie do kawy. Tak, dobrze czytacie, nie ciągnie mnie do kawy. Czyli koniec, końcow można taki detoks kapuściany świetnie zastosować jako wstęp do zdrowej diety odchudzającej. Jak ktoś chce szybko się od czegoś odzwyczaić to jest to całkiem dobry sposób. Ja myślałam, że mnie nie da się oduczyć od kawy, a tu taka niespodzianka.
niedziela, 6 marca 2016
ostatnia kawa
No właśnie sączę sobie ostatnią pyszną kawkę przed detoksem. Będzie ciężko na pewno bo to mój nałóg.
No i żeby wszystkich ostatnich rzeczy było dość to ostatni pyszny obiadek, przed zupą kapuścianą. Swoją drogą to nie spodziewałam się, że jest taka różnica w ostrości pieprzu mielonego z torebki a zmielonego na bieżąco. Trochę sypnęłam a tu taka ostrość, ja lubię pikantnie to i tak było OK, ale moje córki już nie zjadły i musiałam obkroić wierzchnią część piersi. Nie będę gotowała osobno dla siebie i rodziny, robię tak żeby wszystkim smakowało, niektóre przepisy przerabiam sobie na wersję fit, a przede wszystkim chodzi o to żeby jedzonko było zdrowe i pełnowartościowe.
Jakaś mała ta fotka mi wyszła, ale mam nadzieję, że wszystko widać. Mięsko w takiej formie jest smaczne, fit, nie ma wielkiej filozofii w przygotowaniu, jest syte. Tylko uważamy na świeżo mielony pieprz :P Tak na poważnie, to niech każdy dodaje takie przyprawy jak lubi. Miłego odchudzania.
sobota, 5 marca 2016
detoks kapuściany
Gotowa!!
Zakupy na poniedziałkowy detoks zrobione. Dojdzie jeszcze kapusta kiszona i pomidory w puszcze. Jestem psychicznie gotowa, uda się !! Jedno co to mam wątpliwości do tego czy moja psychika jest gotowa na 3 dni bez kawy, tylko na herbacie. Hmm, się zobaczy. No i nie jestem sama, jak moja współtowarzyszka da radę to nie mogę być gorsza :P Tego się trzymajmy :)
Dam radę!!!
Moje wyniki :P
Zaczynałam dietę 25.06.2015r ważyłam wtedy 92,5 kg porażka wiem!!
Moje wymiary na dzień kiedy zaczęłam walkę:
Dieta super szła przez 3,5 miesiąca z wagi zeszło 16 kg, potem miałam załamanie w diecie, zdążyłam przybrać dwa kilogramy. Od 2 tygodni znowu ostro walczę i odzyskuje ten stracony ubytek wagi. Na chwilę obecną waga to 77 kg. Teraz to już na bieżąco będę się przyznawać do wzlotów i upadków :)
92,5........77....74,5....
Moje wymiary na dzień kiedy zaczęłam walkę:
- szyja-39
- biceps-33
- piersi-105
- talia-94
- brzuch-108
- biodra-124
- udo-71
- łydka-41
Dieta super szła przez 3,5 miesiąca z wagi zeszło 16 kg, potem miałam załamanie w diecie, zdążyłam przybrać dwa kilogramy. Od 2 tygodni znowu ostro walczę i odzyskuje ten stracony ubytek wagi. Na chwilę obecną waga to 77 kg. Teraz to już na bieżąco będę się przyznawać do wzlotów i upadków :)
- szyja-34
- biceps-30
- piersi-98
- talia-78
- brzuch-96
- biodra-112
- udo-64
- łydka-36
92,5........77....74,5....
szybki obiadek
Mamy dzisiaj sobotę, o to mój obiadek, zrobiony po części z wczorajszej kolacji :)
Na kolację był gotowany na parze brokuł, do tego ser feta pokrojony w kosteczki i posypany na brokuł, polany sosem czosnkowym i troszkę sypnęłam prażonym słonecznikiem, przepis dostałam od koleżanki, ale od razu zasmakował. Niestety na jedną osobę ciężko zrobić, więc zostało na dzisiaj tylko dodałam pierś pieczoną z grilla i z kolacji zrobił się super obiad. Pyyyycha :)
Na tę chwilę psychicznie nastawiam się na detoks trzydniowy, od poniedziałku planuję przejść trzydniowe oczyszczanie, razem z koleżanką. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale jak razem będziemy się motywować na pewno się uda :)
Bardzo fajnie jest jak są osoby, które przeżywają to samo. Kryzysy przychodzą w różnych momentach i nawzajem można się podnosić i podbudowywać, żeby dalej działać i nie przestawać. Razem już na początku lepiej wdać cel!!
piątek, 4 marca 2016
Wprowadzanie ćwiczeń :)
Ćwiczenia wprowadzamy powolutku.
- wygodne ubranie
- stanik sportowy (wiadomo dlaczego)
- wygodne buty, dobrze dopasowane (ja kupiłam sobie buty i przymierzyłam jeden, a się okazało, że druga stopa jest lekko większa i po godzinie na siłowni, ałłłaaaa )
środa, 2 marca 2016
Dajcie spokój ziemniakowi!!
Nie rozumiem, no nie rozumiem. Tak wiele osób zaczynających się odchudzać stwierdza, że zamienia pieczywo na razowe i.... No właśnie. Odstawia ziemniaki. Dlaczego??? Ja się pytam dlaczego?? Przecież ziemniak sam w sobie nie ma jakoś specjalnie kalorii, bynajmniej nie więcej niż inne rzeczy, które na diecie jemy. Fakt mają skrobię, trochę białka, ale maja też fosfor, potas, trochę wapnia i żelaza, miedź, mangan, witaminę C troszkę B i A. Spożywamy dużo mięs i produktów zbożowych a ziemniaki równoważą ich kwasotwórcze działanie. Ziemniaki jemy, ale nie zalewamy tłustymi sosami, nie przesadzamy z ilością, ziemniak jest dobry na diecie. Amen!!
Teraz trochę o przygotowaniu ziemniaka żeby jak najwięcej w sobie zachował:
- obierać jak najcieniej nożem nierdzewnym bo żelazo niszczy witaminę C
- Nie wymaczać ich godzinami tylko wypłukać i już bo wszystkie wartości przejmie woda i tyle z tego będzie.
- Wkładać do wrzącej, osolonej wody, ideałem byłoby gotowanie na parze bez dosalania.
- gotować jak najkrócej i najlepiej zjadać na bieżąco bez odgrzewania.- myć ziemniaki przed obraniem.
Mam nadzieję, że przekonałam te osoby, które uważają, że ziemniak na diecie to zło :P
wtorek, 1 marca 2016
Za ciosem, kolejny dzień na diecie :)
Udało się wytrzymać dzień pierwszy to i się uda następny. Tylko trzeba mieć dobry plan i stopniowo wdrażać go w życie. Ja nie korzystałam z konsultacji dietetyka, ale można oczywiście jak się chce i czuje taką potrzebę, ja chciałam sama do wszystkiego dojść. Na pewno popełnię nie jeden błąd, który wychwycicie nawet na blogu. Jestem tylko człowiekiem i mam prawo do błędów. W internecie jest wiele informacji na temat odchudzania, ale nie wszystkie są prawdziwe i przydatne w jakikolwiek sposób. szukając informacji trzeba się nauczyć wybierać te, które mają wartość.
Ja zamieszczę wszystko to co wybrałam dla siebie, ale wiadomo, że każdy jest inny, każde ciało inne, potrzeby również są inne.
Mamusiu kwiatuszek!!! Tak moja córka zareagowała jak po raz pierwszy przyniosłam do mix sałat. Warto się zaprzyjaźnić z sałatą. Nie tylko dlatego, że ładnie wygląda, a pierwsze jedzą oczy, jak coś ładnie wygląda to się przyjemniej je i lepiej smakuje.
Ja zamieszczę wszystko to co wybrałam dla siebie, ale wiadomo, że każdy jest inny, każde ciało inne, potrzeby również są inne.
Mamusiu kwiatuszek!!! Tak moja córka zareagowała jak po raz pierwszy przyniosłam do mix sałat. Warto się zaprzyjaźnić z sałatą. Nie tylko dlatego, że ładnie wygląda, a pierwsze jedzą oczy, jak coś ładnie wygląda to się przyjemniej je i lepiej smakuje.
Sałata wbrew pozorom ma wiele wartości w sobie, może nie wygląda, ale ma!! Ma piękny zielony kolor dzięki chlorofilowi, a ona ma wiele zalet. Działanie bakteriobójcze, przyspiesza proces gojenia, daje ochronę przed zarazkami i pomaga w infekcjach.W salacie jest luteina i zeaksantyna, a to sa silne przeciwutleniacze. Kawas foliowy, witamina B, E i C, potas, żelazo, mangan, magnez, a do tego jest baaaardzo niskokaloryczna.
Dla zdrowia i urody jedzmy sałatę. Pamiętajmy jednak, żeby przed jedzeniem ją dokładnie umyć.
Ja dodaję ją do kanapek zawsze, ale w sałatkach również nie pogardzę, ale jak mam pulpecika dietetycznego to też biore sobie do niego trochę sałaty. Uwielbiam :)
Pierwszy dzień na diecie!!
Mój pierwszy dzień na diecie wyglądał może mało zachęcająco, ale pewnie u większości osób odchudzających się tak bywa. Mija trochę czasu zanim przestawimy się na zdrowy tryb życia, na odpowiednie myślenie. Na początku nie patrzyłam na zmianę ilości tylko jakości spożywanego jedzenia.
Owsianka: mieszanina płatków owsianych, jaglanych, żytnich, gryczanych, z suszonymi owocami i orzechami, 4 duże łyżki takiej mieszanki ze szklanką ciepłego mleka 1,5% do tego trochę błonnika w pałeczkach dosypuję. Na obrazku powyżej widać jak wyglądało mieszanie przez moje córeczki, oczywiście zapas na dłuższy czas, żeby rano tylko odmierzyć i zalać mlekiem.
Śniadanie:
Owsianka: mieszanina płatków owsianych, jaglanych, żytnich, gryczanych, z suszonymi owocami i orzechami, 4 duże łyżki takiej mieszanki ze szklanką ciepłego mleka 1,5% do tego trochę błonnika w pałeczkach dosypuję. Na obrazku powyżej widać jak wyglądało mieszanie przez moje córeczki, oczywiście zapas na dłuższy czas, żeby rano tylko odmierzyć i zalać mlekiem.
Obiad: wszystko gotowane na parze, pierś z kurczaka, ziemniak, warzywa, Z piersi zjadłam trochę, pół ziemniaka i ze tak powiem do pełna, warzywa: brokuły, marchew i kalafior.
Podwieczorek: kanapka razowa posmarowana delikatnie masłem z szyneczką gotowaną.
Kolacja: Pokrojone w kosteczkę surowe warzywa, trochę ogórka, trochę papryki, do tego mały jogurt naturalny.
Tak oto pierwszy dzień zleciał, głodna nie byłam, a za to dumna z siebie, że się udało!!
Słodycze!! Nie!!!
Nie kupujemy słodyczy!! Ja nie mam w domu słodyczy, choćby dlatego, że jak chodzę po domu i szukam czegoś do podjedzenia słodkiego to nie ma. Zdarza się tak czasami niestety. Jak nie mam to mniejsze prawdopodobieństwo, że ruszę tyłek do sklepu żeby kupić sobie jakiegoś durnego batonika na, którego mam w tej chwili ochotę. Ochota zaraz przejdzie, a gdybym miała kusiciela w domu to bym go zjadła. Kusiciel niech sobie kusi w sklepie, kogoś innego!!! Jestem twarda, dam radę !!! W moim przypadku to się sprawdza, ale jakaś mandarynka to już co innego :)
poniedziałek, 29 lutego 2016
Teraz! Teraz!! Teraz!!!
Teraz!! Teraz!! Teraz!!
- Zaczynamy od teraz, od jutra można nigdy nie zacząć :P
- Wyznaczamy sobie drobne cele, takie do osiągnięcia, żeby się za szybko nie zniechęcić.
- Robimy sobie zdjęcia, żeby mieć porównanie za jakiś czas.
- Dobrze też zrobić podstawowe badania, nawet jeśli wyjdą ok, to będzie do porównania za kilka miesięcy jeśli mamy sporą nadwagę, czy się coś poprawiło. Poziom witaminy D, bardzo wiele osób, jak nie wszyscy mają jej niedobór. Nie jest to tylko witaminą zapobiegająca krzywicy czy osteoporozie. Są badania na to, że osoby, które mają prawidłowy poziom witaminy D w organizmie szybciej pozbywają się zbędnego tłuszczyku, niż osoby, które mają niedobór. Podstawową morfologię, no może z cholesterolem, ciśnienie tętnicze. Dobrze też zrobić analizę składu ciała, w co lepszej aptece można to zrobić, albo u dietetyka, ale tam już odpłatnie niestety.
- Jeśli nie mamy, kupujemy miarę i wagę. Niektórzy uważają, że waga nie potrzebna, a ja uważam, że nie potrzebna jest tym, którzy budują masę, albo mają nie wiele do schudnięcie, jeśli ma się dużo, tak jak ja to waga pomaga kontrolować postępy w diecie.
- Mierzymy obwody: szyja, biceps, biust, talia, w pępku, biodra, uda i łydki. Może się wydawać, że bez sensu np szyja czy łydki, ale jak zaczniecie tracić centymetry to zobaczycie, że ma to sens i będziecie zdziwieni, jak zobaczycie ile ubywa w obwodzie szyi :) Wszystko skrupulatnie notujemy, ja to robię co tydzień.
- Jak się da to wprowadzamy ruch, na początku jest ciężko, ale trzeba się przemóc i działać, choćby 15 minut, a potem coraz więcej, aż dojdziemy do godziny przynajmniej 3 razy w tygodniu. Co wcale nie jest takie łatwe,
- Zaczynamy małymi krokami, ja zaczęłam od ustawienia sobie przypomnienia na godziny posiłków, zmienienia dotychczasowego trybu odżywiania na zdrowy, na początku wcale nie patrzałam na ilości a waga i tak spadała. Na początku może się wydawać, że albo jemy, albo robimy coś do jedzenia, ale to minie.
- Szklanka letniej wody z cytryną na czczo, są też zwolennicy ćwiczeń z rana na czczo, ale jakoś nigdy mi się nie udało, może to kwestia silnej woli.
- Jeśli kupujemy ubrania bo zapisaliśmy się na siłownie, to na początek nie kupować jakichś oryginalnych, drogich bo nie wiadomo ile się wytrwa w postanowieniu ćwiczeń, buty sportowe, leginsy i t-shirt wystarczy, no i oczywiście litrowa woda, ale mi zwykle było to za mało bo jak tylko wchodziłam na bieżnię zaraz chciało mi się strasznie pić. Co normalnie nie miało miejsca.
- Dobrze dołączyć do jakiejś grupy wsparcia, na fejsie jest ich sporo.
- Ustalamy jeden dzień mierzenia i ważenia. U mnie jest to akurat sobota, ale wszystko jedno który, tylko nie częściej się ważymy niż raz w tygodniu żeby wyniki były wiarygodne.
Lista potrzebnych rzeczy: miara, waga, długopis, notes, ubrania sportowe, bidon.
Garnek do gotowania na parze, to mój podstawowy sprzęt prowadzący do wymarzonej sylwetki. Trzeba się przyzwyczaić bo potrawy mają inny smak, ale za to mają dużo więcej witamin. Jem nawet ziemniaki, co do których zdania są podzielone. Jedni uważają za grzech samo patrzenie na nie podczas redukcji. Ja uważam, że żeby schudnąć zdrowo i nie stracić motywacji nie można wszystkiego wyrzucać z diety, a tym bardziej, że wielu nie wyobraża sobie życia bez ziemniaków. Nie dosalam!!! Jutro wstawię listę rzeczy na dobry początek, od czego zacząć, żeby było łatwiej.
Zawsze byłam gruba!! Stawałam przed lustrem i myślałam sobie fuuu, jak ja wyglądam. Kupić sobie ładne spodnie graniczyło z cudem, a w sumie nie graniczyło, to był cud, a raczej nie możliwość. Powtarzałam sobie tyle kobiet schudło, ja też mogę, od jutra. Dzisiaj się jeszcze najem, ostatni raz a od jutra dieta. Jutro to samo, po jutrze znowu. Ciężko się zabrać. Ja lubię jeść, lubię słodycze, ale chciałabym też lubić siebie, a to niestety w moim przypadku nie idzie w parze. Na pewno wielu ludzi tak ma chcę, ale nie mogę. Takim punktem przełomowym było to, jak oznajmiłam mężowi, że się odchudzam a on po prostu się wyśmiał. To taki policzek był dla mnie, że aż się zagotowałam w środku. Ja nie dam rady?? Ja?? Ja Ci jeszcze pokażę!!! Właśnie, że dam radę, taka wściekła byłam ze dwa tygodnie i dwa piękne tygodnie na diecie. Ładny spadek wagi, ładna motywacja.
Joł, jestem Marionetka i mam nadwagę :P Walczę!! Nadwaga, zmaga się z nią tylu ludzi, że jak pada hasło "odchudzam się" to już nikogo nie dziwi. Jednym się udaje, innym nie. Mi się udawało kilka razy, aleee.... Zawsze jest jakieś. Udawało się na chwilę, bo stosowałam głodówki, zero ćwiczeń. Pamiętam kiedyś jak stosowałam jakąś rygorystyczną dietę, byłam taka głodna, że przypalone z zewnątrz udko, ledwo upieczone w środku, smakowało mi jakby to było danie z najlepszej knajpy. Do tej pory śmieję się z tego jak szybko je jadłam. No, ale byłam wtedy młoda i głupia bo miałam zaledwie 18 lat. Po niecałym roku waga wróciła. Mogę powiedzieć, że i tak miałam mega szczęście bo wróciło tylko to co zgubiłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






