sobota, 27 stycznia 2018

Na dobrej drodze ....

Haaaa, znów jestem na diecie :) Udało się zacząć, cieszę się jak dziecko bo uważam, że to duża część sukcesu. Już dwa tygodnie znowu walczę, schudłam jakieś nie całe dwa kilogramy. Nie jest to tak spektakularna zmiana jak za pierwszym razem w tym samym czasie ale na plus. Powoli ale do przodu, byle do przodu, byle do celu. Tym razem nie wyznaczam sobie godzin posiłków, aleeee Zauważyłam, że moje ciało różnie reaguje na posiłki. Chodzi mi o to, że po niektórych mam nieziemskie wzdęcia. Po niektórych bardzo szybko jestem znowu głodna. Po niektórych jestem najedzona na długo i nie mam napadów na słodkości. Pomijając już fakt, że odstawiłam je do zera. Mam miód, ale używam rzadko i nie wielkie ilości. Rodzynki i suszone banany są w owsiance i jak już jem to z rana. Po owsiance jestem długo najedzona, to samo jak zjem jajka. A choćby po frytkach (mam frytkownice na gorące powietrze) nie czuję się dobrze, mimo że są dużo szczuplejsze niż zwykłe.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Witaj jojo, witaj zmiano, witaj wiosno...

Teraz taki mały rachunek sumienia. Od momentu kiedy rozpoczęłam dietę schudłam 19 kilogramów. Od tej pory do dziś wróciło 10 kilogramów. Niestety czasem tak bywa, ale mam zamiar jojo przekształcić z porażki w kolejny sukces, w kopa w tyłek. Niech to dziadostwo idzie w diabły, a mi da odzyskać figurę i wiarę w siebie. Usiadłam sobie ostatnio, analizując sytuację i stwierdziłam, że to jest ten moment kiedy należałoby poprosić o pomoc specjalistę. Za niedługo będę miała konkretną dietę i plan ćwiczeń. Zobaczymy jak to się sprawdzi. Niestety otyłym się jest całe życie. Ja mam nie tyle otyłe ciało co umysł. Moim zdaniem to już by się mogło zaliczać pod zaburzenia odżywiania. Jestem na diecie, pilnuję się, ale jak pęknę to jestem jak odkurzacz, głodna czy nie, wciągam. Jem co popadnie, kiedy popadnie i ile wlezie. Pewnie nie tylko ja tak mam, ale też pewnie większości osób jest po prostu głupio wybrać się do psychologa czy psychiatry z tym problemem. Może to by coś pomogło, pomogło wygrać z obżarstwem. To jak walka z alkoholizmem, jak się trzymam to trzymam, ale jak popuszczę troszkę to już zginęłam..... Kiedyś mi się wydawało, że jak ktoś chce to da radę, to niby prawda, ale ile trzeba mieć w sobie samozaparcia. Tylko skąd je wziąć? Gdyby to było słodyczem, wiadomo. Idę do sklepu, poproszę 20kg samozaparcia, ale niestety nie ma tak łatwo. jak się chce coś osiągnąć trzeba walczyć. Dużo pomaga jak ktoś znajduje się na sprzyjającym gruncie. Mąż lubi biegać i Ciebie za sobą ciągnie, albo zdrowo się odżywia i Tobie sprzedaje nawyki. Masz przyjaciółkę z którą możesz biegać co wieczór, która wyciągnie Cię z domu jak będziesz miała chwilę słabości. Dobra, póki co spadam. Pewnie się odezwę jak już będę miała rozpiskę z dietą i treningami. Ciekawe jak ja, matka polka ogarnę to czasowo. No nic, będę walczyć. To do następnego... :)

czwartek, 9 marca 2017

Czas na badania!!

Kochani, są osoby takie jak ja, które nęka nadwaga. Część osób, ja również, walczy z nadwagą, a bynajmniej próbuje. Tak czy siak, raz na jakiś czas trzeba się przebadać, krew, mocz, cukier, zmierzyć ciśnienie, może sprawdzić poziom wit. D Zaraz będzie wiosna, a wiosna to chyba dobry czas na zmiany. Jeszcze jedno, ginekolog, usg piersi to tak poza tematyką odchudzania, ale równie ważne. Czasy są jakie są i trzeba myśleć o swoim zdrowiu. Dobra, tyle na dzisiaj zróbcie badania i dajcie znać co słychać, obojętnie czy przeczytacie dziś jutro czy za 5 lat. Pozdro i lecimy na spacer....

wtorek, 7 marca 2017

Dawno mnie tu nie było....

Mam dłuższy kryzys. Zastanawiam się czasem czy moje perypetie z żywieniem nie są podobne do alkoholizmu trochę, do walczącego alkoholika. Jakoś udaje mi się walczyć, schudnę, trzymam, a potem jak ciśnienie na dietę opadnie odpływam. Wpierdzielam ile wlezie bez opamiętania. Moim największym kłopotem nie są nawet słodkości chociaż one też, ale najbardziej podjadanie, a w czasie takich ciężkich dni to podjadam co popadnie, nawet nie jestem głodna, ale na coś mam ochotę i jem. Coś bym zjadła, coś za mną chodzi, kurde zachowuję się wtedy jak chomik, zbierający na przyszłe dni, Niestety to wszystko się odkłada. Miałam już taką ładną wagę, ale dużo odzyskałam, teraz próbuję zacząć od nowa. Zaczynam, polegam, zaczynam i jakoś nie mogę ruszyć z miejsca, a to zaczynanie kończy się coraz większym tyłkiem. Ponoć wszystko jest w głowie, ale w mojej głowie chyba nie ma, przynajmniej wytrwałości, samozaparcia ani dyscypliny.... Gdzie by jej tu poszukać i znaleźć najlepiej??
Po ciąży zostało mi nadciśnienie, jak schudłam to było lepiej, a teraz znowu wraz ze wzrostem tyłka skoczyło ciśnienie, no i mam kolejny powód żeby walczyć. Tylko gdzie jest to moje cholerne samozaparcie? Najgorzej, że człowiek nie walczy tylko o siebie, tylko o swoją rodzinę, wiadomo, że jak piękniejsza żona to i szczęśliwszy mąż, szczęśliwa i pewna siebie mama to szczęśliwe i pewne siebie córki. Chciałabym wrócić do tego etapu kiedy mój mąż ślinił się na mój widok :P To tak pół serio pół żartem, ale podobałam mu się dużo bardziej, sobie z resztą też. Byłam bardziej pewna siebie, chętniej ubierałam krótkie spódniczki. Znaczy ubierałam krótkie spódniczki, teraz bym sobie na to nie pozwoliła. Marzy mi się bikini, seksowna sukienka, seksowna koszulka, szpilki. Mam postanowienie, spełnienia tego marzenia, mam nadzieję, że się uda :) Jeśli ktoś to czyta, dajcie znać jak u Was walka z kilogramami?? Chętnie się dowiem :)

wtorek, 19 kwietnia 2016

Kryzys

Kryzysy nie zdarzają się tylko osobom o na prawdę silnej woli, ale takich ludzi jest bardzo mało. Mi ostatnio zdarzają się bardzo często, ostatni czas to jeden wielki kryzys, dlatego mnie tutaj tak długo nie było. Jedni sobie podjedzą i jadą dalej z koksem, a ja mam czas, który trwa kilka dni albo dłużej i wciągam wszystko co popadnie. Kwestia czy wygrzebie się z  tego czy nie. Walczę. Pewnie się zjawię dopiero jak posunę się dalej z dietą i będę miała co powiedzieć, pokazać jakiś nowy fajny posiłek. Teraz to bym pewnie wylewała swoją złość na samą siebie, na brak silnej woli, brak postępów w diecie. Teraz zabieram się za nowe podejście do diety, może to pomoże mi wejść z powrotem w te tryby, W dobre nawyki. Mam dietę od dietetyka, koleżanki co prawda, ale chodzi o wejście w ten rytm. Moją zmorą niestety są słodycze i to one mnie gubią. No nic, byle do przodu. W następnym poście pewnie już będę opisywać wyjście z kryzysu ale nie wiem kiedy będę go mogła napisać.

wtorek, 15 marca 2016

podsumowanie oczyszczania organizmu

Długo mnie nie było, ale to ze względu na brak czasu. Dobra, to zróbmy podsumowanie tych trzech dni oczyszczających, na zupie kapuścianej, warzywach i owocach. Podstawą diety kapuścianej, w moim przypadku oczyszczającej bo uważam, że na dłuższą metę to ona się nie za bardzo nadaje.  Choćby ze względu na monotonność, niski bilans kaloryczny, zbyt szybkie tempo chudnięcia. Dobra, skład mojej zupy:

  • kapusta
  • seler naciowy
  • cebula
  • por
  • pomidory
  • marchewka
  • kapusta kiszona
  • pieprz
  • woda
  • do przegryzania, jabłko, gruszka, surowa marchewka i kapusta kiszona.


Niestety, nie można dodać soli a ja przyprawiam tylko solą i pieprzem z tego też względu moja zupa była obrzydliwa. Jeśli ktoś potrafi przyprawić sobie tak żeby smakowało nie używając soli to genialnie. Mojej współtowarzyszce wyszło podobnie w smaku do bigosu, ale dodała czosnek, bazylię oregano i coś tam jeszcze. Ja niestety nie miałam szczęścia zrobić smacznej zupy :P

Teraz podsumowanie :) Mimo, że zupa była wstrętna, grzecznie jadłam. Pierwszego dnia źle się czułam, bolała mnie głowa, pierwszy kryzys dopadł mnie około 16tej. Już miałam chleb w ręce, już miałam smarować, ale jak sobie pomyślałam, że musiałabym zacząć od nowa i dzień dłużej z tą zupą to od razu mi przeszła ochota na kanapkę, wytrzymałam. Pierwszy dzień jakoś zleciał. Jak zobaczyłam rano na wadzę, ubytku 00, a kumpela -300 gram, to znowu chwila załamania, ale jakoś szło, dzień był bardzo hmm zalatany :P to jakoś zleciał, następnego dnia moja wytrwałość została nagrodzona :) -900 gram, moja współtowarzyszka, łącznie - 1kg. Dzień trzeci i ostatni. Od rana myślałam żeby szybko się skończył, No i doskonale trwałam do wieczorka, ale potem kawka u mamy, tak dobrze czytacie, kawka, a miało jej nie być, żeby było więcej grozy dodam, że było ciastko francuskie. Jakie miałam wyrzuty sumienia, że założyłam sobie cel a nie wytrzymałam głupich trzech dni oczyszczania, ale mimo to, podsumowaniem trzeciego dnia było -500 gram, u koleżanki 00, łącznie ubyło mi 1400 gram. Gro z tego to pewnie woda. Następnie dwa takie lżejsze dni i powrót do zdrowego odżywiania i 4 posiłków dziennie. Jako wielką zaletę tych trzech dni kapuścianych mogę zaliczyć to, że nie ciągnie mnie do kawy. Tak, dobrze czytacie, nie ciągnie mnie do kawy. Czyli koniec, końcow można taki detoks kapuściany świetnie zastosować jako wstęp do zdrowej diety odchudzającej. Jak ktoś chce szybko się od czegoś odzwyczaić to jest to całkiem dobry sposób. Ja myślałam, że mnie nie da się oduczyć od kawy, a tu taka niespodzianka. 



niedziela, 6 marca 2016

ostatnia kawa

No właśnie sączę sobie ostatnią pyszną kawkę przed detoksem. Będzie ciężko na pewno bo to mój nałóg.

No i żeby wszystkich ostatnich rzeczy było dość to ostatni pyszny obiadek, przed zupą kapuścianą. Swoją drogą to nie spodziewałam się, że jest taka różnica w ostrości pieprzu mielonego z torebki a zmielonego na bieżąco. Trochę sypnęłam a tu taka ostrość, ja lubię pikantnie to i tak było OK, ale moje córki już nie zjadły i musiałam obkroić wierzchnią część piersi. Nie będę gotowała osobno dla siebie i rodziny, robię tak żeby wszystkim smakowało, niektóre przepisy przerabiam sobie na wersję fit, a przede wszystkim chodzi o to żeby jedzonko było zdrowe i pełnowartościowe.

Jakaś mała ta fotka mi wyszła, ale mam nadzieję, że wszystko widać. Mięsko w takiej formie jest smaczne, fit, nie ma wielkiej filozofii w przygotowaniu, jest syte. Tylko uważamy na świeżo mielony pieprz :P Tak na poważnie, to niech każdy dodaje takie przyprawy jak lubi. Miłego odchudzania.