sobota, 27 stycznia 2018
Na dobrej drodze ....
Haaaa, znów jestem na diecie :) Udało się zacząć, cieszę się jak dziecko bo uważam, że to duża część sukcesu. Już dwa tygodnie znowu walczę, schudłam jakieś nie całe dwa kilogramy. Nie jest to tak spektakularna zmiana jak za pierwszym razem w tym samym czasie ale na plus. Powoli ale do przodu, byle do przodu, byle do celu. Tym razem nie wyznaczam sobie godzin posiłków, aleeee Zauważyłam, że moje ciało różnie reaguje na posiłki. Chodzi mi o to, że po niektórych mam nieziemskie wzdęcia. Po niektórych bardzo szybko jestem znowu głodna. Po niektórych jestem najedzona na długo i nie mam napadów na słodkości. Pomijając już fakt, że odstawiłam je do zera. Mam miód, ale używam rzadko i nie wielkie ilości. Rodzynki i suszone banany są w owsiance i jak już jem to z rana. Po owsiance jestem długo najedzona, to samo jak zjem jajka. A choćby po frytkach (mam frytkownice na gorące powietrze) nie czuję się dobrze, mimo że są dużo szczuplejsze niż zwykłe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw komentarz, chętnie przeczytam :)