poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Witaj jojo, witaj zmiano, witaj wiosno...

Teraz taki mały rachunek sumienia. Od momentu kiedy rozpoczęłam dietę schudłam 19 kilogramów. Od tej pory do dziś wróciło 10 kilogramów. Niestety czasem tak bywa, ale mam zamiar jojo przekształcić z porażki w kolejny sukces, w kopa w tyłek. Niech to dziadostwo idzie w diabły, a mi da odzyskać figurę i wiarę w siebie. Usiadłam sobie ostatnio, analizując sytuację i stwierdziłam, że to jest ten moment kiedy należałoby poprosić o pomoc specjalistę. Za niedługo będę miała konkretną dietę i plan ćwiczeń. Zobaczymy jak to się sprawdzi. Niestety otyłym się jest całe życie. Ja mam nie tyle otyłe ciało co umysł. Moim zdaniem to już by się mogło zaliczać pod zaburzenia odżywiania. Jestem na diecie, pilnuję się, ale jak pęknę to jestem jak odkurzacz, głodna czy nie, wciągam. Jem co popadnie, kiedy popadnie i ile wlezie. Pewnie nie tylko ja tak mam, ale też pewnie większości osób jest po prostu głupio wybrać się do psychologa czy psychiatry z tym problemem. Może to by coś pomogło, pomogło wygrać z obżarstwem. To jak walka z alkoholizmem, jak się trzymam to trzymam, ale jak popuszczę troszkę to już zginęłam..... Kiedyś mi się wydawało, że jak ktoś chce to da radę, to niby prawda, ale ile trzeba mieć w sobie samozaparcia. Tylko skąd je wziąć? Gdyby to było słodyczem, wiadomo. Idę do sklepu, poproszę 20kg samozaparcia, ale niestety nie ma tak łatwo. jak się chce coś osiągnąć trzeba walczyć. Dużo pomaga jak ktoś znajduje się na sprzyjającym gruncie. Mąż lubi biegać i Ciebie za sobą ciągnie, albo zdrowo się odżywia i Tobie sprzedaje nawyki. Masz przyjaciółkę z którą możesz biegać co wieczór, która wyciągnie Cię z domu jak będziesz miała chwilę słabości. Dobra, póki co spadam. Pewnie się odezwę jak już będę miała rozpiskę z dietą i treningami. Ciekawe jak ja, matka polka ogarnę to czasowo. No nic, będę walczyć. To do następnego... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw komentarz, chętnie przeczytam :)