wtorek, 7 marca 2017

Dawno mnie tu nie było....

Mam dłuższy kryzys. Zastanawiam się czasem czy moje perypetie z żywieniem nie są podobne do alkoholizmu trochę, do walczącego alkoholika. Jakoś udaje mi się walczyć, schudnę, trzymam, a potem jak ciśnienie na dietę opadnie odpływam. Wpierdzielam ile wlezie bez opamiętania. Moim największym kłopotem nie są nawet słodkości chociaż one też, ale najbardziej podjadanie, a w czasie takich ciężkich dni to podjadam co popadnie, nawet nie jestem głodna, ale na coś mam ochotę i jem. Coś bym zjadła, coś za mną chodzi, kurde zachowuję się wtedy jak chomik, zbierający na przyszłe dni, Niestety to wszystko się odkłada. Miałam już taką ładną wagę, ale dużo odzyskałam, teraz próbuję zacząć od nowa. Zaczynam, polegam, zaczynam i jakoś nie mogę ruszyć z miejsca, a to zaczynanie kończy się coraz większym tyłkiem. Ponoć wszystko jest w głowie, ale w mojej głowie chyba nie ma, przynajmniej wytrwałości, samozaparcia ani dyscypliny.... Gdzie by jej tu poszukać i znaleźć najlepiej??
Po ciąży zostało mi nadciśnienie, jak schudłam to było lepiej, a teraz znowu wraz ze wzrostem tyłka skoczyło ciśnienie, no i mam kolejny powód żeby walczyć. Tylko gdzie jest to moje cholerne samozaparcie? Najgorzej, że człowiek nie walczy tylko o siebie, tylko o swoją rodzinę, wiadomo, że jak piękniejsza żona to i szczęśliwszy mąż, szczęśliwa i pewna siebie mama to szczęśliwe i pewne siebie córki. Chciałabym wrócić do tego etapu kiedy mój mąż ślinił się na mój widok :P To tak pół serio pół żartem, ale podobałam mu się dużo bardziej, sobie z resztą też. Byłam bardziej pewna siebie, chętniej ubierałam krótkie spódniczki. Znaczy ubierałam krótkie spódniczki, teraz bym sobie na to nie pozwoliła. Marzy mi się bikini, seksowna sukienka, seksowna koszulka, szpilki. Mam postanowienie, spełnienia tego marzenia, mam nadzieję, że się uda :) Jeśli ktoś to czyta, dajcie znać jak u Was walka z kilogramami?? Chętnie się dowiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw komentarz, chętnie przeczytam :)