czwartek, 9 marca 2017

Czas na badania!!

Kochani, są osoby takie jak ja, które nęka nadwaga. Część osób, ja również, walczy z nadwagą, a bynajmniej próbuje. Tak czy siak, raz na jakiś czas trzeba się przebadać, krew, mocz, cukier, zmierzyć ciśnienie, może sprawdzić poziom wit. D Zaraz będzie wiosna, a wiosna to chyba dobry czas na zmiany. Jeszcze jedno, ginekolog, usg piersi to tak poza tematyką odchudzania, ale równie ważne. Czasy są jakie są i trzeba myśleć o swoim zdrowiu. Dobra, tyle na dzisiaj zróbcie badania i dajcie znać co słychać, obojętnie czy przeczytacie dziś jutro czy za 5 lat. Pozdro i lecimy na spacer....

wtorek, 7 marca 2017

Dawno mnie tu nie było....

Mam dłuższy kryzys. Zastanawiam się czasem czy moje perypetie z żywieniem nie są podobne do alkoholizmu trochę, do walczącego alkoholika. Jakoś udaje mi się walczyć, schudnę, trzymam, a potem jak ciśnienie na dietę opadnie odpływam. Wpierdzielam ile wlezie bez opamiętania. Moim największym kłopotem nie są nawet słodkości chociaż one też, ale najbardziej podjadanie, a w czasie takich ciężkich dni to podjadam co popadnie, nawet nie jestem głodna, ale na coś mam ochotę i jem. Coś bym zjadła, coś za mną chodzi, kurde zachowuję się wtedy jak chomik, zbierający na przyszłe dni, Niestety to wszystko się odkłada. Miałam już taką ładną wagę, ale dużo odzyskałam, teraz próbuję zacząć od nowa. Zaczynam, polegam, zaczynam i jakoś nie mogę ruszyć z miejsca, a to zaczynanie kończy się coraz większym tyłkiem. Ponoć wszystko jest w głowie, ale w mojej głowie chyba nie ma, przynajmniej wytrwałości, samozaparcia ani dyscypliny.... Gdzie by jej tu poszukać i znaleźć najlepiej??
Po ciąży zostało mi nadciśnienie, jak schudłam to było lepiej, a teraz znowu wraz ze wzrostem tyłka skoczyło ciśnienie, no i mam kolejny powód żeby walczyć. Tylko gdzie jest to moje cholerne samozaparcie? Najgorzej, że człowiek nie walczy tylko o siebie, tylko o swoją rodzinę, wiadomo, że jak piękniejsza żona to i szczęśliwszy mąż, szczęśliwa i pewna siebie mama to szczęśliwe i pewne siebie córki. Chciałabym wrócić do tego etapu kiedy mój mąż ślinił się na mój widok :P To tak pół serio pół żartem, ale podobałam mu się dużo bardziej, sobie z resztą też. Byłam bardziej pewna siebie, chętniej ubierałam krótkie spódniczki. Znaczy ubierałam krótkie spódniczki, teraz bym sobie na to nie pozwoliła. Marzy mi się bikini, seksowna sukienka, seksowna koszulka, szpilki. Mam postanowienie, spełnienia tego marzenia, mam nadzieję, że się uda :) Jeśli ktoś to czyta, dajcie znać jak u Was walka z kilogramami?? Chętnie się dowiem :)